Rozdział drugi bardzo długi i stosunkowo niewiele wyjaśniający, lecz wprowadzenie musi trwać.
Wielkie dzięki za komentarze, wyrozumiałość i wejścia. A raczej po kolei - wejścia, wyrozumiałość, komentarze.
Prosiłabym o zajrzenie do zakładki "Ogłoszenia duszpasterskie (!)", bo to w niej będą się znajdować wszelkie informacje na temat kolejnych rozdziałów i wszelkie pierdółki.
Z czasem pomyślę o dodawaniu krótkich zapowiedzi kolejnych części. Może nawet dodam coś takiego w temacie kolejnego.
EDIT: Zakładka już dodana, więc zapraszam.
Gdyby ktoś wyłapał jakieś błędy, to proszę o napisanie, bo ja błędów nie lubię, a napisałam na klawiaturze niekomputerowej i mogłam potem czegoś nie wyłapać podczas korekty.
Tyle ode mnie.
Miłego. ^^
Wielkie dzięki za komentarze, wyrozumiałość i wejścia. A raczej po kolei - wejścia, wyrozumiałość, komentarze.
Prosiłabym o zajrzenie do zakładki "Ogłoszenia duszpasterskie (!)", bo to w niej będą się znajdować wszelkie informacje na temat kolejnych rozdziałów i wszelkie pierdółki.
Z czasem pomyślę o dodawaniu krótkich zapowiedzi
EDIT: Zakładka już dodana, więc zapraszam.
Gdyby ktoś wyłapał jakieś błędy, to proszę o napisanie, bo ja błędów nie lubię, a napisałam na klawiaturze niekomputerowej i mogłam potem czegoś nie wyłapać podczas korekty.
Tyle ode mnie.
Miłego. ^^
Whiskas
Nielubienie złota i srebra zadedykowane Tace.
Ona już wie za co.
Ona już wie za co.
***
Pan jest pasterzem moim, nie brak mi niczego.
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć:
Orzeźwia moją duszę. Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoje imię. [...]
Psalm 23
***
To, co ujrzeli, zadziałało na nich jak kubeł lodowatej wody na kota. Zjeżyli się i pospiesznie odskoczyli. Ludzie mają wpojone dwa typy reakcji na widok zwłok. Albo gapią się na nie, jakby zobaczyli ducha, albo odskakują, jakby wymykająca się z ciała dusza miała ich złapać i pociągnąć w zaświaty za sobą.
Mimo że strażnicy ci byli przyzwyczajeni do takich widoków, tego się nie spodziewali. Masywny więzień, który posłusznie odsiadywał swoją karę (mimo iż bardzo wielu poświadczało o jego niewinności), leżał na podłodze. Nie był jednak typowym więźniem, jakiego zapamiętali. Był, delikatnie rzecz ujmując, zmasakrowaną kupą mięsa, po której bez oporów spacerowały połyskujące na złoto robaki.
- Purgatę... - zdołał wykrztusić jeden z nich. Drugi natomiast skupił się na tym, że złoty blask ogarnia jego towarzysza od drugiej strony. Nigdy więcej się już nie spotkali.
***
Blade i nieco głuche poskrzypywanie parkietu z lekka wyrwało ją z zamyślenia, które jednak nie stanowiło jej największego problemu. Gorsze było odczucie, które z każdą chwilą tylko się nasilało. To uczucie bycia niepożądanym, że aż boli.
Rozejrzała się wokół, najwyraźniej wypatrując kogoś szczególnego. Ujrzała tylko wysokie sklepienie (tak typowe dla gotyckiego budownictwa) i złote zdobienia w kształcie smoczych szczęk na ścianach. Ich ciepły odcień jednak nie zamierzał pozbawiać jej obaw i chęci zwinięcia się z tego miejsca tak szybko, jak tylko to możliwe. Wręcz przeciwnie - nawet to potęgował. Złoto i srebro zdecydowanie się nie lubią.Generalnie jest tak, że jeśli ma się świadomość, iż obopólna niechęć irytuje do granic, to unika się wszelkich kontaktów z jej obiektem, jeśli tylko nie są konieczne. Tym dziwniejsze było to, że ona tutaj była i wytrzymywała tę presję od blisko dwóch godzin.
Wstała z ławki, by przespacerować się po ogromnym hallu. Towarzyszem miała jej być niezwykle silna wola odpędzenia niechęci. Więc założyła ramiona na piersiach i przechadzała się w tę i z powrotem, za każdym razem obserwując te same elementy zdobnicze i absorbując ich złoto całą swoją nienawiścią do tej barwy. Chociaż w gruncie rzeczy trudno nazwać nienawiścią coś, co wpojono jej jeszcze zanim się narodziła.
- Cześć. - Usłyszała.
Na te słowa odwróciła się i ze zdumienia szerzej otworzyła oczy. Mimo woli jej serce przyspieszyło w swoim szaleńczym tangu. Bynajmniej nie z miłości. Prawdę powiedziawszy, nigdy nie odczuła tak silnego przerażenia jak w tamtej chwili. Gdyby tylko mogła, rzuciłaby w nowo przybyłego czymś ciężkim i uciekła jak najdalej.
- Co tu robisz? - powiedziała, opanowawszy z góry zaplanowane przez jej organizm dreszcze i drżenie głosu.
- Tak się wita gości? - zapytał, uśmiechając się delikatnie. Po chwili jednak wydał z siebie dźwięk "Tch!", który zabrzmiał jednak ni jak syk, ni jak prychnięcie. Potem nonszalanckim, dziwnie znajomym gestem (ten typ tak ma) przeczesał ciemne włosy i rzekł: - Ojej, chyba nie powinienem tak mówić. W końcu oboje nie jesteśmy tutaj zbyt zadomowieni.
- Już myślałam, że tego nie zauważysz - mruknęła, siląc się na ironię, choć bliżej jej było do zmęczonego "Idę".
- Nie jesteś kimś, kogo można tak łatwo przeoczyć, podobnie jak wszystko, co z tobą związane.
- Interesujące, doprawdy. A teraz pozwól, że cię opuszczę, bo wydaje mi się, że mam coś ważniejszego do roboty niż konwersowanie z tobą. - Rzekłszy to, wcieliła postanowienie w życie i minęła go, uchylając się dokładnie od choćby najdelikatniejszego muśnięcia z jego kurtką. Złoto i srebro zdecydowanie się nie lubią.
- Na przykład oczekiwanie na Mamoru? - zagadnął, odwracając się w kierunku, w którym ruszyła.
- Na przykład - przyznała, nie odwracając się.
Parkiet symbolicznie i nieco agonalnie uginał się pod naciskiem jej ciężkich traperów i chyba modlił się o czerń, w którą była ubrana. Gdyby jego modlitwy zostały wysłuchane, Iga runęłaby jak długa na jego powierzchni, a czerń zmuszona byłaby się oddać w ręce jego wystających klepek. To się jednak nie stało.
Szła szybko, w nadziei, że uda jej się odejść stąd jak najprędzej i zapomnieć o tym, że kogokolwiek tutaj spotkała. Istnieją bowiem tacy, którzy są w równej mierze pociągający, jak i niebezpieczni. Ten typ jest jednak niczym w porównaniu do takich, którzy nie tylko zwiastują destrukcję, ale i nią są.
Wiedział, co robi. Gdy człowiek (zakładając, że jest człowiekiem) słyszy coś takiego, musi się odwrócić. Przynajmniej tam, w Korpusie, takie panowały zasady. Śmierć na kolanach jest hańbą, lecz większą jest zignorowanie ostrzeżenia, choćby pochodziło ono od największego nieprzyjaciela.
- Wiesz, że Asmodeusz został uwolniony? - rzucił niby od niechcenia.
Szare oczy Igi zalśniły najszczerszym srebrnym blaskiem. Złowrogo i zarazem smutno. Patrzyła na swojego rozmówcę, lecz jej szklisty wzrok dawał jednak odczuć, że przenika go na wylot. Jeśli świat potrafił minimalizować się do rozmiarów ziarnka piasku, to teraz był jeszcze mniejszy w obliczu problemu, przed jakim ich postawiono.
- Kto? - zapytała krótko.
- Tego nie mogę ci powiedzieć.
Uśmiechnął się. Najwyraźniej był zadowolony, że teraz mogła wnikać w szczegóły i zastanawiać się, czy nie może nic wyjawić, bo nie wie, czy ktoś go do tego zobowiązał. W grę mógł również chodzić brak zaufania z jego strony. Iga miała na to jednak swoją teorię. Była prosta i brutalna, ale najpewniej prawdziwa - nie chciał nic więcej już powiedzieć.Iga zmrużyła złowrogo oczy, ale nic nie powiedziała. Delikatnie się jednak uśmiechnęła.
Niektóre rzeczy pozostają niezmienne, pomyślała.
- Rozumiem. Czy mam z góry założyć, że twoje ostrzeżenie jest iście samarytańskim odruchem, czy może obdarzasz mnie jakimiś szczególnymi uczuciami?
- Interpretuj to jak chcesz, Igo. Jestem tylko ciekaw, jak długo twój szampański nastrój pozwoli ci okłamywać tych, których k o c h a s z... - rzekł, precyzyjnie akcentując ostatnie słowo i szarmancko ukłonił się na pożegnanie, choć oboje doskonale wiedzieli, iż był to w pełni prześmiewczy gest.
Zostawił ją sam na sam z ostrym błyskiem złotych szczęk. Ogromne pomieszczenie wydało jej się jeszcze bardziej nieprzyjazne niż wcześniej, a jego wielkość znacząco się powieliła, zważywszy na krocie myśli zaprzątających jej głowę.
Przyłapała się na tym, że zachłannie próbowała zaprzeczać pewnym oczywistościom, które co i rusz wykwitały w jej umyśle, mimo że nie dotknęły jej bezpośrednio. Żal za utraconą przeszłością, który towarzyszył jej, mogłoby się zdawać, jeszcze tak niedawno, okazał się niczym w obliczu poczucia winy, które przyniosło jej odzyskanie. Musiała przyznać, iż niefartem jest się zakochać w życiu niepełnym. Teraz należałoby ten niefart przekształcić w jego odwrotność. Problem polegał na tym, że nie bardzo wiedziała, jak tego dokonać.Potrząsnęła głową, nie do końca nawet zdając sobie z tego sprawę. Była to z lekka desperacka próba wyrzucenia z niej wszystkiego, co niepowołane. Nieudana.
***
- Masz nam coś do powiedzenia, prawda, Mamoru? - zapytała niska kobieta o siwych włosach uwięzionych w ciasnym splocie na czubku głowy. Kiedyś te włosy najpewniej były rude. Jej twarz była bardzo pomarszczona i piegata, co doskonale odzwierciedlało jej wiek, lecz zachowała swój miły wyraz.
Mamoru, oderwawszy od niej zamglony wzrok, doszedł do wniosku, że aparycja jest najbardziej mylącym dziełem Boga. Choć nie było tak, że myliła do końca - zdrdazały ją szmaragdowe oczy. Kobieta ta była bowiem najbardziej nieznośnym i podłym osobnikiem, jakiego spotkał. Nie licząc diabła z legend, rzecz jasna.
- Słucham? - zapytał, chcąc dać znak, że system mu się już odwiesił i wrócił do żywych. Teoretycznie.
- Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię!
Prawdę powiedziawszy, nie wiedział, ale zdecydował, że poczeka, co nastąpi później i wyłapie z kontekstu, o czym była mowa wcześniej, żeby nie ryzykować. Starał się nie brać pod uwagę ewentualności, jaką było trwałe uszkodzenie zdrowia lub zagrożenie życia.
- Skąd Hasan dowiedział się o przebudzeniu Igi?
- Pewnie hasał po niwach zielonych i się tak wyhasał, że aż się dowiedział...
Wysiłek, jaki włożył w tę ripostę raczej nie był widoczny po jego obojętnej minie. I słusznie, bo nie włożył go wcale.
- Przestaniesz sobie kpić?! - zbulwersowała się kobieta. - Gdzie on teraz jest?
- Pragnę przypomnieć, iż w niebie bywam sporadycznie - służbowo i w nieco innych sytuacjach... Ekhem - odchrząknął (niby z zażenowania). - Niemniej jednak to tam gdzieś mieszka jego Anioł Stróż.
- Mamoru Ryuu Isihyama! - wrzasnęła, a on zaczął się dla odmiany zatanawiać, czy aby tak powinna brzmieć forma wołacza w tym przypadku. Szybko jednak porzucił ten temat, by już zupełnie poważnie odrzec:
- Nie mam pojęcia. Jeśli taka odpowiedź pani nie satysfakcjonuje, to powiem, co tylko chce pani usłyszeć. Proszę po prostu o odrobinę spokoju.
- Widzę, że jesteście gotowi iść na ogromne ustępstwa, byle tylko nie doprowadzić do wojny...
- O sprawach militarnych powinna pani rozmawiać z Igą. A jednak wezwała pani mnie... Przypadek?
- Nie do końca. Uważam, że jesteś bardziej skłonny do współpracy.
- Serio? Ale mnie zaszczyt... - zaczął, lecz urwał, gdy zobaczył, że jej mina się zmienia. - Okej. Gwoli wyjaśnienia - zbyt wielkie ustępstwa tylko przyspieszają wojny. Chce pani przykładu? Terra, trzydziesty dziewiąty. Jeśli jesteśmy na cokolwiek gotowi, to tylko na podjęcie działań militarnych. Lecz nie ukrywam, że bez tego też się obejdziemy. Proszę nie liczyć na żadne intymne szczegóły, że się tak wyrażę.
Odpowiedź wyraźnie jej nie satysfakcjonowała. Chciała nawet coś powiedzieć, bo otworzyła usta, lecz do tego nie dopuścił. Ponownie się odezwał:
- Czy czy oprócz wiadomej trójki istnieje jeszcze ktoś, kto mógł zniszczyć Pieczęć?
- Z pewnością nie.
- Czy aby na pewno? - dopytywał, wpatrując się przeikliwie w jej pociemniałą ze złości twarz.
- Tylko Bóg, Diabeł albo Purgata.
- Bóg i Diabeł nie bawiliby się w takie pierdoły, nie oszukujmy się. Przecież ani pani, ani ja, ani ktokolwiek żywy, niezależnie skąd, ich nie widział.
- Więc Purgata...
- Ciekawa teoria - przyznał. - Ale nie.
- Mówisz tak, dlatego że...
- Ależ skąd. Gdzieżbym śmiał. Chodziło mi raczej o ten złoty blask. Złoto i srebro zdecydowanie się nie lubią. Wie pani, co stałoby się z Purgatą, gdyby...? - delikatnie zawiesił głos, pozostawiając resztę jej domysłom.
- Do czego zmierzasz?
- Do tego.
Wyjął z kieszeni kurtki dziwną kartkę. Była pusta. Zamknął oczy i mruknął pod nosem coś, czego kobieta nie zrozumiała. Na kartce zaczęły pojawiać się czarne wzory. Każdy kolejny owocował deszczem drobniutkich srebrnych iskierek, który dla odmiany unosił się w powietrze i pękał jak bańka mydlana, osiągnąwszy pewną wysokość.
Ten drobny spektakl wyglądał jak szlachetna maskarada, na którą zawsze w sposób szczególny oczekują dzieci. Podobnie jak ona był jedynie strzępkiem nadziei wielomilionowych populacji skleconych w całość, który spłonie w piekielnym ogniu zdarzeń i walk, o które sami się zatroszczą. Ferwor ludzkich zapałów jest najgroźniejszym, co może ich spotkać. Dlatego właśnie cieszył się, że człowieczeństwo dotyczy go w tak małym stopniu.
Kobieta czytała znaki równie szybko jak alfabet, jakim przyszło jej się posługiwać najczęściej. Jako dość zaprawiony w bojach pracownik oświaty (na dodatek humanista, co brzmi dość niewiarygodnie z wielu względów) wywnioskował, że ma ona jednak poważne problemy ze zrozumieniem przyswojonego tekstu. Nastąpiło to jednak dopiero wtedy, gdy spojrzała na niego ze złością w zielonych oczach i przecząco pokiwała głową. Po chwili wziął jeszcze pod uwagę, iż mógł być to odruch niedowierzania. Jako że niedowierzanie nieco nie pasowało do jej osoby, nie dowierzał, iż mogła to być ta opcja. A kiedy nie wiedział, jak zareagować, albo uśmiechał się, albo robił to w sposób rozbrajający. Tym razem zdecydował się na drugą opcję.
***
- Idziemy.
- Mamoru, to prawda? Że demon...
- Nie zaczynaj wypowiedzenia od "że". Ale, tak, to prawda. Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze?
Wolała, by uznał to pytanie za retoryczne. Nie odnalazłszy w sobie na tyle odwagi, aby przyznać to, co w gruncie rzeczy i tak już oczywiste, przemilczała sprawę.
- Nikt, po prostu n i k t oprócz mnie i Hasana nie mógł uwolnić Pieczęci. A skoro mnie tam nie było, a teraz zniknął i on, to, jak myślisz, co się stało?
To wszystko się wydaje takie tajemnicze... Cóż, wprowadzasz, ale mało wyjaśniasz. Tak przynajmniej to odczuwam...
OdpowiedzUsuńNie ogarniam, kto jest kim. Nie... Ja niczego nie ogarniam! Muszę się postarać i spojrzeć na to Twoim punktem widzenia.
Jeżeli chodzi o błędy - powtórki, powtórki i jeszcze raz powtórki. Interpunkcja znakomita, więc tutaj nie mam się do czego przyczepić.
Czytasz tekst przed wstawieniem go na bloga?
Czekam na kolejny rozdział (którego pewnie przeczytam tydzień po opublikowaniu).
Kath~