Chociażbym chodził ciemną doliną,
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną.
bo Ty jesteś ze mną.
Psalm 23
***
Niezależnie od tego, jak bardzo próbujesz, nie uda ci się tak po prostu zlekceważyć tej jednej jedynej wady przeszłości. Możesz próbować o niej zapominać, możesz równie dobrze przed nią uciekać, możesz ją dowolnie zmieniać, a nawet uzdrawiać, lecz nigdy nie uda ci się jej wymazać.
Generalnie przeszłość jest najlepszą towarzyszką niepewności i oczekiwania. Mówi się, że tworzą najbardziej niedopasowany, a jednak istniejący, trójkąt i bytują kosztem innych, mimo że tamci tego nie zauważają. Albo po prostu wygodniej im, kiedy nie chcą tego zauważać.
Nie żeby był oczekiwaniem, niepewnością czy przeszłością albo coś w tym stylu. On po prostu lubił usiąść sobie na kanapie chociaż na tę jedną minutę i zapomnieć, że jak się nie odwrócisz, dupa zawsze z tyłu. Czy to tak wiele w obliczu obowiązku odwlekania Apokalipsy?
Teoretycznie nie. Oczywiście pod warunkiem, że obowiązki traktowało się jako zło konieczne. Niemniej jednak zło niezbyt gwałtownie reaguje na inne zło. A przynajmniej tak mu się wydawało. Świat właściwie jest i tak już na tyle zły, na tyle przepełniony wzgardą dla samego siebie, że stosunkowo niewiele może go uratować.
To w tym doszukiwał się sensu istnienia Purgatorium. Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że ktoś wykreował dla niego wroga, którego w zasadzie powinien był wytępić, jeszcze zanim na dobre się narodził? Generalnie wszystko było tak niedorzeczne, że aż go śmieszyło. Może by się i nawet zaśmiał w głos, gdyby nie potworny ból trawiący beztrosko jego mięśnie. Postanowił więc pocieszyć się orzeszkiem.
Nabrawszy pełną garść słonej przekąski złożonej swobodnie w kryształowej misie, podszedł do parapetu, po którym bezczelnie spacerował pająk. Darzył te stworzenia wyjątkowym niesmakiem. Na jego widok momentalnie zapiekła go skóra pokrywająca żebra po jego lewej stronie, na której widniał swego rodzaju znak - można by rzec, iż była to magiczna runa, choć tego rodzaju terminologia niezbyt wpasowywała się w jego sytuację - w kształcie pająka, niczego innego. To przypomniało mu, kim chcą, żeby był.
Spełnianie oczekiwań innych widocznie wpisywało się w jego obowiązki aż zanadto, bo nawet go to nie zasmuciło. Wolność po prostu była na tyle nierealna, że aż nadano jej przydomek obecnej w życiu współczesnych obywateli. Niejednokrotnie zarzucano mu tutaj, że uważa się za kogoś lepszego. A on niezmiennie odpowiadał, że ma do tego prawo. I rzeczywiście było w tym trochę racji, zważywszy na to, że teoretycznie ci, którzy wiedzą na dany temat nieco więcej lub siedzą w danej dziedzinie nieco dłużej, uważani są za potencjalnych mentorów. Nie było bowiem tak, że on nie wiedział więcej niż oni. I nie było też tak, że uważał to za jakiekolwiek błogosławieństwo. Były ku temu co najmniej dwa powody - nie był typem, który ceni sobie to, co ma, bo zawsze szuka czegoś więcej, a ponadto błogosławieństwo było tym, co mogło go zniszczyć.
Nie zaprzątając sobie tym dłużej głowy, po prostu zamknął oczy i przegryzał każdy głębszy oddech orzeszkiem.
***
Wniósł ją na czwarte piętro ostatkiem sił. Po drodze zdążyła się jeszcze kilka razy ocknąć i ponownie zapaść w stan niezdatności do komunikacji, co znacznie utrudniało mu zadanie, zważywszy na to, że jej ciężar w ten sposób gwałtownie się zwiększał, a nawet on, Mamoru Ryuu Ishiyama, miewa czasem poczucie limitów ograniczających jego skromną osobę.
Z trudem poskromił zacinający się zamek w drzwiach i wszedł do swego mieszkania, zerkając co chwila na pogrążone w obezwładniającym śnie ciało Igi. Nie bez czujności stawiał kolejne kroki przybliżające go do pomieszczenia, które zwykł nazywać swoją sypialnią.
Niedługo później, czyli w momencie, w którym ułożył swoją nieprzytomną siostrę na środku wielkiego materaca, usłyszał gdzieś za plecami uwodzicielskie:
- Konnichiwa, Mamoru-chan!
Niemal od razu zadał sobie pytanie, dlaczego niespecjalnie go to zdziwiło. Odwrócił się więc niespiesznie, przyoblekając bladą twarz w wyraz delikatnej irytacji i ruszył w kierunku, z którego dochodził głos. W innych okolicznościach takie posunięcie mogłoby się okazać czystą głupotą. W takich natomiast nie było ono niczym innym jak nadejściem tego, co i tak nieuchronnie.
Zamknął za sobą drzwi i, znalazłszy się na wąskim korytarzyku, skierował się w lewo, wprost do kuchni. Tam zajął miejsce za stołem i poczekał, aż gość postawi przed nim kubek świeżo zaparzonej kawy. Tak też się stało, lecz dopiero wtedy, gdy owy gość raczył opuścić pokój z telewizorem i uruchomić ekspres. Ofiarowaną mu w ten sposób chwilę Mamoru zinterpretował jako moment na uspokojenie się i opanowanie emocji, które powodowały u niego ból głowy.
Kiedy jednak napar znalazł się przed nim, splótł dłonie na białym kubku z fioletowym napisem "Fuck Angels" i odezwał się:
- Konnichiwa, Hasan-san.
Blondyn uśmiechnął się. Ten uśmiech przypominał nieco rape face imitacji wczorajszego detektywa Poirota, dlatego też Mamoru wywnioskował, iż jest on stanowczo zbyt wymuszony.
- Z łaski swojej - wyjaśnisz mi może, co ty wyprawiasz? - odezwał się Mamoru, zaciskając dłonie na kubku nieco mocniej.
- Ależ oczywiście - Hasan popatrzył przyjacielowi prosto w oczy. - Uświadamiam sobie, że nie mam kontroli nad własnym życiem.
- Ahaaa... - odrzekł mu Ishiyama. Po chwili ziewnął, co nie było wykreowane na potrzeby sytuacji, i powiedział jeszcze: - To wiele wyjaśnia. Czy ty przypadkiem nie masz natury odkrywcy?
- Gdyby się w to nieco bardziej zagłębić... - Poprzedni rape face przekształcił się w dziki i wielce wymowny uśmieszek, który zabawnie zaigrał na jego ustach.
- Tak, jasne, zawsze możemy sobie poflirtować.
- Kiedy tylko będziesz w nastroju, złociutki - uśmiechnął się Hasan. - A teraz zupełnie serio - jak Iga zniosła świadomość, że jej brat ma skośne oczy?
- Ha, ha, bardzo śmieszne. Powiedzmy, że przywykła.
- No tak. Kto by nie przywykł, gdyby się dowiedział, że jest Wysłannikiem Purgatorium i musi zatrzymać Wojnę trzech światów, w które stosunkowo mało kto wierzy, nie? - upewnił się, po czym uświetnił tę chwilę wielkim haustem czarnej jak smoła cieczy.
- Gdyby odzyskał pamięć...
Hasan zakrztusił się kawą. Patrzył w ciemnoorzechowe oczy Mamoru z nieukrywanym zdumieniem. Błękit jego oczu zdradzał absolutnie wszystko, podczas gdy ciemność tęczówek jego przyjaciela z łatwością to maskowała. Byli dość dobranym duetem, jakkolwiek to zabrzmiało.
- Słucham? Przywróciłeś jej pamięć?
- Tak.
- To nie była część twoich obowiązków, jeśli dobrze pamiętam.
- Nie była.
- Ale ty mimo wszystko to zrobiłeś.
- Zrobiłem.
- Mam ci pogratulować odwagi czy raczej głupoty?
- Proponowałbym raczej dodać do tego zestawienia jeszcze zapobiegliwość.
- Chyba brak szacunku dla Blokad z piekła rodem. Inferno nie będzie zadowolone.
- Jeśli się o tym dowie.
- A powinno...?
- Pytasz czy odpowiadasz?
Z trudem poskromił zacinający się zamek w drzwiach i wszedł do swego mieszkania, zerkając co chwila na pogrążone w obezwładniającym śnie ciało Igi. Nie bez czujności stawiał kolejne kroki przybliżające go do pomieszczenia, które zwykł nazywać swoją sypialnią.
Niedługo później, czyli w momencie, w którym ułożył swoją nieprzytomną siostrę na środku wielkiego materaca, usłyszał gdzieś za plecami uwodzicielskie:
- Konnichiwa, Mamoru-chan!
Niemal od razu zadał sobie pytanie, dlaczego niespecjalnie go to zdziwiło. Odwrócił się więc niespiesznie, przyoblekając bladą twarz w wyraz delikatnej irytacji i ruszył w kierunku, z którego dochodził głos. W innych okolicznościach takie posunięcie mogłoby się okazać czystą głupotą. W takich natomiast nie było ono niczym innym jak nadejściem tego, co i tak nieuchronnie.
Zamknął za sobą drzwi i, znalazłszy się na wąskim korytarzyku, skierował się w lewo, wprost do kuchni. Tam zajął miejsce za stołem i poczekał, aż gość postawi przed nim kubek świeżo zaparzonej kawy. Tak też się stało, lecz dopiero wtedy, gdy owy gość raczył opuścić pokój z telewizorem i uruchomić ekspres. Ofiarowaną mu w ten sposób chwilę Mamoru zinterpretował jako moment na uspokojenie się i opanowanie emocji, które powodowały u niego ból głowy.
Kiedy jednak napar znalazł się przed nim, splótł dłonie na białym kubku z fioletowym napisem "Fuck Angels" i odezwał się:
- Konnichiwa, Hasan-san.
Blondyn uśmiechnął się. Ten uśmiech przypominał nieco rape face imitacji wczorajszego detektywa Poirota, dlatego też Mamoru wywnioskował, iż jest on stanowczo zbyt wymuszony.
- Z łaski swojej - wyjaśnisz mi może, co ty wyprawiasz? - odezwał się Mamoru, zaciskając dłonie na kubku nieco mocniej.
- Ależ oczywiście - Hasan popatrzył przyjacielowi prosto w oczy. - Uświadamiam sobie, że nie mam kontroli nad własnym życiem.
- Ahaaa... - odrzekł mu Ishiyama. Po chwili ziewnął, co nie było wykreowane na potrzeby sytuacji, i powiedział jeszcze: - To wiele wyjaśnia. Czy ty przypadkiem nie masz natury odkrywcy?
- Gdyby się w to nieco bardziej zagłębić... - Poprzedni rape face przekształcił się w dziki i wielce wymowny uśmieszek, który zabawnie zaigrał na jego ustach.
- Tak, jasne, zawsze możemy sobie poflirtować.
- Kiedy tylko będziesz w nastroju, złociutki - uśmiechnął się Hasan. - A teraz zupełnie serio - jak Iga zniosła świadomość, że jej brat ma skośne oczy?
- Ha, ha, bardzo śmieszne. Powiedzmy, że przywykła.
- No tak. Kto by nie przywykł, gdyby się dowiedział, że jest Wysłannikiem Purgatorium i musi zatrzymać Wojnę trzech światów, w które stosunkowo mało kto wierzy, nie? - upewnił się, po czym uświetnił tę chwilę wielkim haustem czarnej jak smoła cieczy.
- Gdyby odzyskał pamięć...
Hasan zakrztusił się kawą. Patrzył w ciemnoorzechowe oczy Mamoru z nieukrywanym zdumieniem. Błękit jego oczu zdradzał absolutnie wszystko, podczas gdy ciemność tęczówek jego przyjaciela z łatwością to maskowała. Byli dość dobranym duetem, jakkolwiek to zabrzmiało.
- Słucham? Przywróciłeś jej pamięć?
- Tak.
- To nie była część twoich obowiązków, jeśli dobrze pamiętam.
- Nie była.
- Ale ty mimo wszystko to zrobiłeś.
- Zrobiłem.
- Mam ci pogratulować odwagi czy raczej głupoty?
- Proponowałbym raczej dodać do tego zestawienia jeszcze zapobiegliwość.
- Chyba brak szacunku dla Blokad z piekła rodem. Inferno nie będzie zadowolone.
- Jeśli się o tym dowie.
- A powinno...?
- Pytasz czy odpowiadasz?
Hasan wstał. Przeszedł się po maleńkiej kuchni dwu- albo trzykrotnie, a że jego kroki były o wiele za długie na panujące w niej normy, nie zajęło mu to więcej niż piętnaście sekund. Potarł w zdumieniu podbródek, po czym rzucił Mamoru nieco zbolałe spojrzenie i ruszył ku wyjściu.
- W istocie chyba lepiej będzie, jeśli cię nie zobaczy, gdy się ocknie - powiedział za nim cicho Mamoru.
- Nie o to chodzi. - Usłyszał w odpowiedzi. - Gdybym cię nie znał, powiedziałbym, że cholernie nienawidzę takich egocentryków jak ty. Ale wiem, że ty po prostu uwielbiasz wpędzać wszystko, co się rusza, w masochizm. To jednak nie zmienia faktu, że uważam...
- Że tego, co się stało, nic już nie odmieni - dopowiedział Mamoru, a Hasan zniknął w drzwiach, kompletnie nieświadom, że szare oczy Igi patrzą na niego już od dawna, niezależnie od tego, gdzie się pojawia.
- W istocie chyba lepiej będzie, jeśli cię nie zobaczy, gdy się ocknie - powiedział za nim cicho Mamoru.
- Nie o to chodzi. - Usłyszał w odpowiedzi. - Gdybym cię nie znał, powiedziałbym, że cholernie nienawidzę takich egocentryków jak ty. Ale wiem, że ty po prostu uwielbiasz wpędzać wszystko, co się rusza, w masochizm. To jednak nie zmienia faktu, że uważam...
- Że tego, co się stało, nic już nie odmieni - dopowiedział Mamoru, a Hasan zniknął w drzwiach, kompletnie nieświadom, że szare oczy Igi patrzą na niego już od dawna, niezależnie od tego, gdzie się pojawia.
Dalej nic nie rozumiem. 4 rozdział, a tu tak mało wyjaśniających informacji.
OdpowiedzUsuńMasz bardzo fajny styl pisania, jednak trochę ciężko się go czyta.
Łączysz styl anime do tego opowiadania? Cóż, coraz bardziej mnie to fascynuje.
Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam, Kath.~